Maratoński komiks

Maratoński komiks

Nie mam tak, ale przypuszczam, że wśród osób biegających maratony jest tak, że po przebiegnięciu któregoś z kolei, rodzi się marzenie, żeby przebiec jeden z najbardziej znanych maratonów na świecie – ten w Nowym Jorku.

mn1

Marzenie

W bieganiu jednak trzeba mieć marzenia i trzeba starać się je realizować. Nawet jeżeli przecież w większości biegamy rekreacyjnie i robimy wszystko, żeby sprawiało nam to rzeczywistą frajdę, to staramy się mieć jakieś cele. Do czegoś dążyć. Czegoś chcemy. Kiedy więc na jakimś etapie pojawia się Maraton Nowojorski, to bardzo dobrze, że ten cel się pojawił. I bardzo dobrze, że już nie potrzebujemy wiz do Stanów Zjednoczonych, więc wyjazd tam jest o wiele łatwiejszy.

Pytanie podstawowe brzmi więc tak: marzysz już o przebiegnięciu Maratonu Nowojorskiego, czy zaczniesz o tym marzyć po przeczytaniu komiksu Sebastiana Samsona „Mój nowojorski maraton”?

Jakakolwiek by nie była Twoja odpowiedź, łącznie z tą, że nie marzysz i marzyć nie zamierzasz, warto sięgnąć po tę książkę z wielu powodów.

Grafika

Przede wszystkim jest bardzo dobrze opracowana. To piękne, dopracowane wydanie, które najzwyczajniej w świecie, dobrze trzyma się w rękach.

Historia, którą opowiada Samson, jest oparta na jego własnych doświadczeniach z początkami biegania i marzeniem startu w Maratonie Nowojorskim. Kiedy czytałem tę książkę, a przecież od kilku ładnych lat już biegam, zauważyłem, ile cennych informacji dla początkujących biegaczy zawarł w niej autor. Nie będę w tym miejscu wyliczał wszystkich rad francuskiego rysownika, ale uwierz mi, że jeżeli sięgniesz po komiks na początku swojej biegowej drogi, wiele nieprzyjemności związanych z bieganiem może cię ominąć. „Mój nowojorski maraton” jest więc nie tylko historią wspomnieniową, ale także poradnikiem dla początkującego biegacza. O tyle cennym, że nie jest nachalny, nie mędrkuje, nie uczy z pozycji „doświadczonego biegacza”. Przez wszystkie wzloty i upadki czytelnik przechodzi wraz z Samsonem, kibicuje mu, odnajduje w nim swoje błędy i swoje sukcesu. W tym sensie jest to komiks uniwersalny.

Pozostaje jeszcze warstwa artystyczna, rysunkowa. Minimalistyczne ilustracje, pozbawione kolorów, nadają tej historii prostoty, którą przecież można skojarzyć z tym, jak bardzo proste jest bieganie. Wystarczy stawiać jedną nogę za drugą, jedną za drugą…. Tutaj jest podobnie. Nie ma ferii barw, nie ma bajecznych wodotrysków, jest tylko spokojne podążanie za losami bohatera i kibicowanie mu w codziennych zmaganiach z bieganiem.

Komiks jest świetną lekturą dla osób lubiących biegać, a biegać maratony w szczególności. Jest też świetnym prezentem dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z bieganiem. Czy warto wydać te kilkadziesiąt złotych? Warto. Czy będziecie zadowoleni? Będziecie.

Samson Sebastian „Mój nowojorski maraton”, Marginesy, 2016

 

 

 

 

 

 

Komentarze

komentarze

Comments are closed.