„Czas na ultra. Biegi górskie metodą Marcina Świerca” – recenzja

„Czas na ultra. Biegi górskie metodą Marcina Świerca” – recenzja

Pomimo tego, że książka Marcina Świerca nosi tytuł „Czas na ultra. Biegi górskie metodą Marcina Świerca”, nie jest to książka „ultra”. Nie czyta się jej tak długo, jak długo może trwać bieg na dystansie ponadmaratońskim w górach. Mnie udało się ją przeczytać w czasie poniżej czterech godzin, więc mogę powiedzieć, że jest do dobry czas na debiut maratoński. Czy jest to jednak dobry czas, a więc i dobra objętość książki, aby przedstawić w niej „metodę” biegania? Nie jestem do końca przekonany. 

Jak jeść i ćwiczyć 

Z książki najlepszego polskiego biegacza ultra można dowiedzieć się jak poprawnie odżywiać się przed biegiem i w trakcie jego trwania. Białko, węglowodany, minerały… wszystko zostało omówione. Świerc podaje też sporo przepisów, które zadowolą zarówno mięsożerców, jak i wege(tarian). Sam kilka sobie zaznaczyłem i będę próbował przygotowywać posiłki „metodą Świerca”. A że gotować dla siebie i Lili bardzo lubię, to będzie to bardzo przyjemna korzyść z przeczytania książki.  

„Marcin Świerc „Czas na ultra”

W odpowiednim rozdziale autor pisze o ćwiczeniach, które będą wzmacniać każdą potrzebną biegaczowi ultra część ciała. Co najważniejsze, do proponowanych ćwiczeń nie są potrzebne żadne szczególne przyrządy, ani tym bardziej siłownia, wystarczy guma, piłka, a czasami tylko mata do ćwiczeń. Myślę, że warto skorzystać z propozycji Świerca, bo czyje jak czyje, ale jego doświadczenie daje rękojmię skuteczności.  

Trening 

Najważniejsze jednak rozdziały książki to te, w których Świerc pisze bezpośrednio o jednostkach treningowych i rocznej strukturze treningów. Czy jednak jest w nich coś, co wskazywałoby na tę tytułową „metodę Świerca”? Czytając, miałem wrażenie, że „to już wszystko przecież było” i jakoś nie mogłem dostrzec wyjątkowości tych rozdziałów. Może więc na tym polega metoda, żeby czerpać garściami z doświadczeń innych? 

Po za tym z książki „Czas na ultra” dowiemy się jeszcze o kilku ważnych biegach ultra w Polsce, Europie i na świecie. Można tymi informacjami się sugerować przy wyborze swoich startów, chociaż same opisy wydawały mi się bardzo suche i bez emocji.  

Gdzie jest metoda?  

Przeczytałem w ostatnich latach wiele książek o bieganiu. Jedne były fenomenalne, inne już niekoniecznie. Każdy z nas, osób biegających po górkach i górach pewnie szuka innych doznań związanych z lekturą książek biegowych. Jedni potrzebują tabel, statystyk, planów treningowych, inni zaś opisów biegów i przygód z nimi związanych. Czego spodziewałem się po książce Świerca? Że znajdę w niej „metodę”, a jej nie znalazłem. Nie potrafię, po lekturze, zdefiniować, na czym ona miałaby polegać i jak mógłbym zastosować ją w czasie swojego biegania. 

Dobrze jednak, że jest to „pierwsze wydanie” książki, które zawsze może stać się „wydaniem drugim z poprawkami”. Wyznaję zasadę, że wydana książka jest lepsza od najlepszej niewydanej książki, więc dobrze, że Marcin Świerc spełnił swoje marzenie i ją wydał. Mnie ona nie inspiruje, ale głęboko wierzę – i po opiniach zamieszczanych już w internecie widzę, – że dla wielu jest to „najlepsza książka biegowa” jaką czytali. I bardzo dobrze! Różnijmy się, a w końcu i tak „gdzieś na szczycie góry wszyscy spotkamy się” jak śpiewa Grubson.    

Komentarze

komentarze

Comments are closed.