W poszukiwaniu granic. Najtrudniejszy bieg roku.

W poszukiwaniu granic. Najtrudniejszy bieg roku.

Waldek. Wrócimy za rok do Rumunii na bieg 2×2 Race?

Lila. Jeszcze w dniu zawodów powiedziałam, że startowanie w tym biegu było istnym szaleństwem i że w ogóle mam po raz pierwszy dość gór… Jednak kolejnego dnia obudziłam się z poczuciem niedosytu i w niepokojąco dobrej formie, 😉 dlatego miodem na moje serce było wypowiedziane przez ciebie zdanie, że „przecież możemy zmienić przyszłoroczne plany wakacyjne i…”  🙂 W każdym razie moja „wojownicza” natura, która raczej nie pozwala na odpuszczanie, wciąż mi szepcze do ucha: „przecież nawet nie poznałaś granic swoich możliwości”.  No ale taką należało wtedy podjąć decyzję. I tak dostaliśmy bardzo dużo. To był naprawdę piękny bieg. A czas pokaże, czy tam wrócimy.

Marzenia

W. Bo to jest trochę tak, że trzeba marzyć o rzeczach nieosiągalnych, a ukończenie tego biegu było dla nas, przynajmniej w tym roku, nieosiągalne. Człowiek niby czyta, że bieg, na który jedzie, jest jednym z najtrudniejszych technicznie biegów górskich na świecie, a potem wydaje mu się, że jak pochodził trochę po Tatrach, to już może wszystko. Cóż… Góry Fogarskie nauczyły mnie pokory. Dzięki nim dowiedziałem się też czegoś o sobie. Boję się potknąć, coś sobie zwichnąć, złamać, spaść z urwiska, więc biegnę wolno i ostrożnie. Bieg wysokogórski okazał się dla mnie nowym odkryciem i zupełnie innym doświadczeniem niż wszystkie przebiegnięte dotychczas biegi górskie. Mam rok, żeby popracować nad psychiką i odpowiednio nastawić się do powtórki na 2×2 Race. Teraz już wiem, z czym to cholerstwo się je.

L: Chciałabym mieć takie przekonanie jak ty, że ukończenie tego biegu było dla mnie w tym roku nieosiągalne… Jednak skoro nie ukończyło go 47 biegaczy na 151 startujących (a zapisanych było 198), to pewnie jest tak jak piszesz. Ja właściwie to niewiele sobie o tym biegu myślałam. Nie był on moim głównym celem, jeżeli chodzi o ten rok. Ten zaszczyt przypadł 3xŚnieżka=1x MontBlanc 🙂

Poszukiwanie granic

L. A czego ja się dowiedziałam o sobie na tych ponad 2000 metrach? 1) Że trudno biega się bez GPS, bo w biegu górskim nie spotka się tabliczek z oznaczonymi kilometrami (niestety mój Polar się zbuntował, co już na początku niepotrzebnie zajęło moją uwagę, a potem utrudniało gospodarowanie czasem). 2) Że jeśli zabiera się ze sobą dodatkowy sprzęt, trzeba go koniecznie sprawdzić przed biegiem (jeden z kijków niestety też się zbuntował, stąd biegłam z kijkami różnej długości). 3) Potwierdziło się, że jestem typem biegowego samotnika, szczególnie w górach, bo trudno jest mi dopasować się do tempa innych osób. 4) No i że ważne jest dla mnie dane słowo oraz troska o drugiego człowieka, który tak samo jak ja znajduje się w kompletnie nowych i stąd nieprzewidywalnych warunkach. Umówiliśmy się, że ten bieg robimy razem, dlatego mimo pokusy, by biec dalej w poszukiwaniu własnych granic, zdecydowałam, że już nie cisnę, i powoli wspięłam się na swój pierwszy dwuipółtysięcznik Vistea Mare (2527 m) dokładnie 10 minut po limicie. Usiadłam na kamieniach, wyjęłam mus owocowy i postanowiłam poczekać na ciebie, byśmy razem zdobyli najwyższy szczyt górski Rumuni i Karpat Południowych w Górach Fogarskich – Moldoveanu (2544 m).  Nie powiem… trochę było mi smutno, szczególnie wtedy, gdy dotarłeś do mnie i powiedziałeś, że w myślach dopingowałeś mi mówiąc „Biegnij….”. Jednak kiedy to w drodze powrotnej dopadła nas burza i ulewa z gradem, nie miałam już żadnych wątpliwości, że była to jedyna słuszna decyzja. Wąskie ścieżki szybko zamieniły się w strumienie, zrobiło się ślisko i zimno (zmarzłam zdecydowanie bardziej niż podczas ostatniego biegu na Śnieżkę.) Na takiej wysokości nie ma możliwości, by się gdzieś schronić. Przypomnę, że cała trasa biegu była powyżej 2000 m n.p.m., a w drodze do najwyższego punktu „zaliczało się” kilka innych, tylko trochę niższych od 2,5 tys. metrów szczytów. Przemierzając trasę w jedną stronę, dobrze wiedzieliśmy, co nas będzie czekać w drodze powrotnej, z czym będziemy się mierzyć ponownie. I to właśnie te czynniki miały również wpływ na decyzję o zrobieniu 2/3 trasy biegu 2×2 Race. Pokonaliśmy 30 km, zrobiliśmy 2360 m przewyższeń. I kiedy czytam w internecie, że zwyczajni ludzie potrzebują na to dwóch dni z noclegiem w górach, to czuję się w pewien sposób spełniona 🙂

Czy to był bieg?

W. Tym bardziej, że przecież limit był wyśrubowany. Na Vistea Mare trzeba było być po czterech godzinach, a potem jeszcze wejść na Moldoveanu i w osiem godzin zmieścić się na drugim punkcie kontrolnym. Żeby to zrobić trzeba było nieźle zasuwać. Już samo to, że dwadzieścia klika osób nie zmieściło się w limicie na pierwszym punkcie mówi wszystko o trudności tej trasy. I mówiłem Ci o tym, że mnie ona zablokowała. Nie byłem w stanie biec tak szybko, jak bym mógł, chociaż wiedziałem, że mam wystarczająco dużo sił. Jesteśmy jednak oboje nauczycielami i wiemy doskonale, że nic tak nie uczy, jak niepowodzenia. Dużo czasu spędziliśmy na analizie naszego startu i teraz wiemy, na co musimy się szykować, jeżeli zdecydujemy się powalczyć w przyszłym roku o ukończenie tego biegu. Bo nie ma co ukrywać, że to będzie walka. Nie lubię tego słowa w kontekście biegania, jednak po raz pierwszy go użyję.

L. Wyśrubowane limity były na każdym z punktów – najpierw 4 godziny, potem kolejne cztery, dwie, jedna i ostatnie trzy godziny. Bo po powrocie do miejsca blisko startu, trzeba było jeszcze wspiąć się na drugi co do wielkości w tych górach szczyt – Negoiu. No ale tam już nie dotarliśmy. I nie było opcji, by zrobić te dystanse pomiędzy punktami kontrolnymi na spacerowo. Tak jak piszesz – trzeba było „nieźle zasuwać”. Sami byliśmy świadkami, jak dwie osoby, które wystartowały w dystansie x2, gdzie do zdobycia było „tylko” Negoiu, mimo, że widzieli i słyszeli metę, pewnie z powodu braku sił, zrezygnowali z walki i na metę wbiegli dosłownie 5 minut po limicie. Musieli być naprawdę zmęczeni. Ale końcówka trasy również nie należała do łatwych. I mimo tych wszystkich trudności, o których tutaj opowiadamy, chcę podkreślić, że start w tym biegu był naprawdę bardzo dobrą decyzją, chociaż nie do końca świadomą 😉 Dlatego właśnie dziś w tej naszej rozmowie mówię Tobie – „Dziękuję, dziękuję, dziękuję” 🙂

https://youtu.be/TuTKSXDkrs0

Ogromnym walorem tego biegu były na pewno przepiękne widoki. Miałam wrażenie, że góry przenikają mnie całą, że całą sobą chłonę to, czego w górach szukam. Szczególnie w drodze powrotnej, kiedy na trasie było zdecydowanie mniej ludzi i nie musiałam już podejmować żadnych decyzji, czułam tę ogromną przestrzeń, która zdecydowanie dominowała nade mną, również nad moim „ja”. Tak, to prawda o czym powiedziałeś wcześniej… góry uczą pokory. A z drugiej strony powodują, że człowiek wraca z nich silniejszy i to nie tylko fizycznie. W górach szczególnie daje się odczuć, że jest się tylko małą częścią czegoś ogromnego. Ale nie kimś/czymś odrębnym, tylko równie istotnym, wręcz integralnym elementem. No bo przecież góry są po to, byśmy my (ja, ty, wy) je zdobywali 🙂

W. To była wspaniała przygoda, za którą i ja Tobie Niunia dziękuję 🙂 Mam nadzieję, że w przyszłym roku oczyszczę głowę ze zbędnych myśli i przebiegnę tę trasę z sukcesem. Czas rezerwować miejsce w naszym pensjonacie 🙂

Kilka porad

A na koniec kilka porad organizacyjnych, gdybyś Ty drogi czytelniku zechciał spróbować swoich sił w Rumunii. 

1) Warto przyjechać kilka dni wcześniej i rozeznać się w terenie. Wioska Cartisoara leżąca na początku trasy transfogarskiej jest miejscem idealnym. 

2) Dzień przed biegiem można już wjechać nad Balea Lake i skorzystać z przygotowanego przez organizatorów darmowego pola namiotowego. Rumuni przyjeżdżali tuż przed samym biegiem o 4-5 nad ranem, ale oficjalnie obowiązuje zakaz poruszania się po drodze między 21 a 6 rano.

3) Warto też przyjechać w piątek z samego rana, bo potem, gdy zdarzy się ładna pogoda, jedzie się nad jezioro w wielkim korku.

4) Organizatorzy nie zapewniają bezpłatnych toalet, więc można korzystać z toi-toiów (3 leie) lub z toalety w (chyba) pensjonacie.

5) Nad Balea Lake jest wiele straganów z lokalnymi specjałami, więc można smacznie pojeść.

To jak, przekonaliśmy Ciebie do 2×2 Race? Pamiętaj, że jest jeszcze osiemnastokilometrowa opcja z 1852 metrami przewyższeń – „x2 Race”.

Komentarze

komentarze

Comments are closed.