3xŚnieżka = 1xMontBlanc. Tak spełniają się marzenia.

3xŚnieżka = 1xMontBlanc. Tak spełniają się marzenia.

Lila: Jeszcze mi się nie zdarzyło, bym po biegu płakała… A teraz szlochałam do „twojego rękawa” stojąc najpierw tuż za metą mojego ultramaratonu 3xŚnieżka, a potem gdy siedziałam na ławce i jeszcze wtedy, gdy czekaliśmy na pizzę. Byłam taka szczęśliwa. Właśnie spełniło się moje marzenie!!!

Marzenie

Ten moment wymarzyłam sobie dokładnie rok temu, gdy ukończyłam bieg na dystansie średnim – 36 km. Bo jeszcze wcześniej, czyli dwa lata temu, gdy robiłam Śnieżkę x 1, pomysł zmierzenia się z biegiem ultra był zupełnie poza mną.

A teraz miałam to już za sobą. Naprawdę ZROBIŁAM TO!!! 3xŚnieżka, 55 km w niesprzyjających dla górskiego biegania warunkach i jako jedna z 36 kobiet na ponad 200 startujących facetów. I właśnie dlatego płakałam 🙂

Waldek: Bo kiedy spełnia się marzenia, trzeba płakać. Marzenia to jednak nie to samo co cele na czekliście, które się przekreśla, gdy zostaną zrealizowane. Mogę powiedzieć, że przyjemnie było obserwować, jak dorastasz do potrójnego wbiegnięcia na Śnieżkę; jak masz niedosyt i głód Królowej Karkonoszy.

Niedosyt

L: Ten niedosyt wciąż pozostał. Z perspektywy czasu wiem, że mogę wymagać od siebie więcej niż mi się do tej pory wydawało. Dwa pierwsze dystanse zrobiłam w tym samym czasie, stąd prognoza była taka, że bieg powinnam ukończyć wcześniej. Jednak świadomie podarowałam sobie lżejszą końcówkę, bo wiedziałam, że i tak jest dobrze. Poza ogólnym zmęczeniem i ciągłym uciskiem w żołądku nic mi więcej nie dokuczało. No i w końcu w mojej głowie była CISZA 🙂 Doświadczyłam naprawdę cudownego stanu.

Ta ostatnia wędrówka najpierw żółtym, potem niebieskim szlakiem, który miejscami pozwalał na bieg, była metafizycznym doświadczeniem. Kiedy w pewnym momencie jakaś mijająca turystka powiedziała do mnie „O… cześć”, poczułam się jakbym wróciła z jakiegoś innego wymiaru. Dodam, że turystów przy tej pogodzie było niewielu.

Z każdym podejściem na Śnieżkę warunki pogodowe były coraz trudniejsze. Padał deszcz, wiało i mało co było widać z powody chmur i mgły. Ponowne podejście na sam szczyt czarnym szlakiem z łańcuchami stanowiło nie lada wyzwanie.  Cieszyłam się, że to już jest ostatnie i że mam rękawiczki. Co prawda mokre, ale zawsze to jakaś osłona przed szalejącym zimnem. I tak krok za krokiem, wspierając się na kijkach i wypowiadając różne może niekoniecznie warte powtórzenia słowa 😉 zdobyłam Śnieżkę po raz trzeci! JUHU!!!

hurra

Kocioł Łomniczki

W: Miałem o tyle lepiej, że dokładnie wiedziałem, z czym muszę się zmierzyć. To był trzeci ultramaraton 3xŚnieżka w mojej karierze, więc mogę powiedzieć, że znałem każdy kamień i zakręt. Nawet drugie podejście przez Kocioł Łomniczki już nie wydawało się takie straszne, a przecież w poprzednich latach było przejściem pełnym kryzysów. Koniec końców, zrobiłem „życiówkę” w Karpaczu 🙂 (Kto by pomyślał, że będę mówił o „życiówkach” w kontekście biegów ultra). Duża w tym zasługa pogody, bo zdecydowanie nie służą mi wysokie temperatury. Muszę jednak przyznać, że to co się działo od Równi pod Śnieżką do samego szczytu, dawało w kość. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co czuli dzielni wolontariusze na tym odcinku. Wspaniali ludzie.

L: Pamiętam, że dwa lata temu, jak zmieniłeś swój dystans ze średniego na ultra, uznałam cię za wariata, rok temu już ci go zazdrościłam, a w tym roku zrobiliśmy go razem. Oczywiście gratuluję życiówki 🙂 Żebym wiedziała, że jestem dosłownie kilka minut za tobą, to na pewno bym trochę przyspieszyła 🙂 Plus jest taki, że miło było widzieć ciebie stojącego tuż za metą razem z burmistrzem Karpacza. Takie powitanie dodawało nogom skrzydeł. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam tak bardzo TU I TERAZ. Chłonęłam całą sobą ten moment zbliżania się do mety i jej przekraczania. Nawet w tej chwili, jak to wspominam, czuję to skupienie na odczuwaniu.

początek

Kije biegowe

L: To prawda, jedyną zaletą tej pogody była właśnie temperatura. Deszcz natomiast powodował, że było ślisko, co utrudniało zbieganie. No ale tu pomocne, przynajmniej dla mnie, były kijki. Jestem przekonana, że to dzięki nim moje nogi wróciły bez żadnych otarć. No i jeszcze dzięki dobrym słowom i ostrzeżeniom „aniołów” porozstawianych na trasie. Mam tu na myśli wspomnianych przez ciebie wolontariuszy. Cudowni ludzie, którzy mimo zimna, wiatru i deszczu trwali na swoich stanowiskach i dopingowali nas słowem i uśmiechem. Bywało tak, że kiedy mgła ograniczała widoczność, to właśnie ich okrzyki nadawały rytm moim nogom. Cudownie było od nich usłyszeć na jednym z kamienistych zakrętów „Już tylko zbieg, a potem jeszcze tylko jedno zdobycie Śnieżki. Będziemy tu na ciebie czekali”.

W: Nie ma co ukrywać, że 3xŚnieżka jest świetnym biegiem. Ciekawe jak organizatorzy rozwiążą w przyszłym roku sprawę zapisów, bo fajnie by było jednak rozpoczynać wakacje od trzykrotnego wbiegnięcia na Śnieżkę. Albo chociaż od bycia wolontariuszem w trakcie biegu, gdyby nas zechcieli  🙂 Mogę stać przy Domu Śląskim, kroić arbuzy i podawać je z solą 🙂

Mnie kije pomagają szczególnie wtedy, kiedy pojawia się zmęczenie. Gdy teraz o tym myślę, to pewnie pierwsze okrążenie mógłbym biec bez nich i wziąć je z przepaku przed drugim kółkiem, no ale to lekcja na przyszłość.  Raz jednak nawet kije nie uratowały mnie przed upadkiem i do tej pory mam pod kolanem piękną, długą pamiątkową ranę. Wiem, wiem… to nie wina kijków, tylko nieporadności na mokrych kamieniach 🙂 Jeżeli zaś mówimy o „pomagaczach”, to przyznaję, że glukoza od Dextro Energy faktycznie dawała radę i chyba się z nią polubiłem.

Pokaże każdy, ile wart

L: A ja wciąż mam do kijków mieszane uczucia. Dostrzegam ich ograniczenia, ale też widzę/czuję korzyści. Dobra kondycja moich nóg zarówno bezpośrednio po biegu, jak po kilku godzinach czy dniach, pewnie jest właśnie ich zasługą. A mnie wiesz co jeszcze pomagało? Co mnie niosło w czasie drugiego i trzeciego podejścia? Śpiewany w głowie hymn naszego powoli likwidowanego gimnazjum 🙂 „Olimpijczycy znów na start; W szlachetnym stają boju; Pokaże każdy, ile wart; To dla nich dzień pokoju” i jeszcze refren: „Olimpijczyków Polskich hymn; Gimnazjum w Gryfinie; od serc gorących płonie znicz; pieśń ku niebu płynie”. Nie wiem, ile w sumie wyszło mi powtórek. Jego melodia idealnie grała z moimi kolejnymi krokami, a słowa przypominały o wyjątkowości tego biegu 🙂

meta

Symbol

Dla mnie 3xŚnieżka stała się symbolem początku wakacji i nie wyobrażam sobie, że może mnie tam za rok nie być. Jednakże i tak czuję wdzięczność do losu (a może banku 😉 ), że znalazłam się na liście startowej w tym roku.

Czas wprowadzić korektę do wstępu, który rozpoczynał mój tekst sprzed roku: „Przede mną leżą dwa trzy medale, jeden na żółtym pasku, drugi na czerwonym, trzeci na czarnym, oba wszystkie wykonane ze szkła, oba wszystkie mają ten sam grawer, chociaż same medale różnią się kształtem lub przezroczystością… Przede mną leżą dwa trzy moje trofea…”.

medale

W: W takim razie kupujemy osobny wieszak na medale ze Śnieżki, rezerwujemy tradycyjnie nocleg w „Leśnym zaciszu” i jedziemy za rok do Karpacza, by ponownie zmierzyć się ze Śnieżką i tym samym w piękny sposób rozpocząć wakacje.

 

 

 

Komentarze

komentarze

Comments are closed.