Chojnik Maraton 2018 – rozmawiamy o ultra i maratonie

Chojnik Maraton 2018 – rozmawiamy o ultra i maratonie

Chojnik Maraton 2018 za nami. Przebiegliśmy maraton o dystansie 46 kilometrów (Lila) i nie do końca całe ultra o dystansie 102 kilometrów (Waldek). Oto co nam chodzi po głowie po tym biegu 🙂

Muzyka

Waldek: Zacznijmy od muzyki.  Powiedziałem Ci, że jechaliśmy do Jeleniej Góry na Chojnik Maraton w atmosferze rozstania. Słuchaliśmy płyt Anity Lipnickiej i Korteza, których tłem jest właśnie rozstanie. Czy my się rozstajemy z Karkonoskim Festiwalem Biegowym? Czy od teraz możemy mówić o Chojnik Maratonie słowami Lipnickiej z „Ptaśka”: „za to, co mam w sobie, dziękuję tobie”? Pytam, bo moja lista podziękowań jest długa, a nie wiem, czy to już czas pożegnania.

Lila: Hmm… Poruszyłeś niełatwy temat… Ja z natury przywiązuję się do ludzi, rzeczy i oczywiście miejsc… Na Twoje stwierdzenie odpowiedziałam wtedy, że „ja tak łatwo się nie rozstaję”. Rok temu pokonałam na Chojniku 28 km, czyli „Półmaraton z górką”, w tym roku zmierzyłam się z dystansem maratońskim. Te 46 km, które przecież spokojnie można nazwać biegiem ultra, to zaledwie ½ propozycji Karkonoskiego Festiwalu Biegowego. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia… może w przyszłości warto tam wrócić i zmierzyć się z czymś większym?

Odebrane pakiety 🙂

W: No właśnie. Myślę, że mam jednak z moim ultra niezałatwione porachunki i warto bym je uregulował. Decyzja o zejściu z trasy na 68. kilometrze i po około 3700 metrów przewyższeń była świadoma i w pełni przeze mnie akceptowana. Nie mam z nią żadnych problemów. Nie mam poczucia przegranej, goryczy, żalu. Jest za to coś, co mógłbym określić jako niedopełnienie.

A gdybyś Ty miała określić swój start jednym słowem, to jakie byłoby to słowo?

Głowa

L: Myślenie… Tak jak podczas zimowego maratonu, długo nie mogłam wyłączyć głowy. I trochę mnie to nawet dziwi, bo wychodzi na to, że ta „pustka”, o której często mówisz słowami Murakamiego, łatwiej mi przychodzi podczas krótszego dystansu. Przemierzając bieszczadzkie wzniesienia rozmyślałam o zimnie, śniegu i limitach, a podczas tego karkonoskiego maratonu myślałam o moim bieganiu w ogóle, w tym oczywiście o bieganiu po górach. No i zastanawiałam się też, jak tam jest Tobie na tych 102 km 🙂

 

W: A mnie było dobrze, jak nigdy chyba wcześniej. Sam start o pierwszej w nocy był magiczny. Wiesz, że lubię biegać nocą, bo razem to robimy, ale biegać nocą po pustych i cichych górach, to inny, lepszy rodzaj magii. No i był to idealny czas, przynajmniej dla mnie, by poszukać w sobie ciszy. Poza tym ultra Chojnik Maraton dało mi momenty, w których sam na głos rozmawiałem ze sobą, w których tworzyłem na poczekaniu motywacyjne piosenki, w których kląłem jak szewc… Jednym słowem było magicznie. Nawet gdy postanowiłem zejść z trasy i spotkałem się z Tobą na mecie. Dobrze było wtedy usłyszeć od Ciebie, że „to jest najlepsza decyzja” i nie słuchać pocieszania, bo ja przecież wróciłem szczęśliwy i nie potrzebowałem żadnego słowa otuchy. A Ty to wyczułaś 🙂

Ratunek

L: Szkoda, że nie widziałeś w tym momencie swojej twarzy… Nawet oczy się uśmiechały 🙂 Ja też miałam swoje kryzysy, szczególnie ten na 19 km. Przede mną był pierwszy dłuższy zbieg, a ja zwyczajnie nie miałam siły. Na szczęście jedna z biegaczek zapytała, czy czegoś potrzebuję? i podratowała cukrem, który szybko postawił mnie na nogi. Zresztą to właśnie na tym odcinku poznana przez nas wcześniej inna biegaczka, Nina (którą bardzo serdecznie pozdrawiam), zdecydowała się zejść z trasy. Ten długi podbieg, w leśnej duchocie, był jednak dość wymagający. Na szczęście widoki, jakie rozpościerały się na szczytach, doskonale rekompensowały włożony trud. Warto było pokonać te 2262 m przewyższeń 🙂

start
Tuż przed startem. Foto: Janusz Krzeszowski

Nogi

L: Tak się zastanawiam, czego się podczas tego biegu dowiedziałam o sobie, co chcę powtórzyć, a co zmienić? Na pewno potwierdziło się to, że marny ze mnie towarzysz wspólnego biegania, bo z Niną rozłączyłyśmy się już na początku trasy. Zaskoczyły mnie natomiast moje własne nogi, które naprawdę nieźle mnie niosły, tym bardziej, że przez ostatni miesiąc leczyłam się z kontuzji po niefortunnym spotkaniu z kołem samochodu. No i jeszcze nie wiem, czy mogę zaprzyjaźnić się z kijkami, bo odnoszę wrażenie, że jednak podczas tego wspinania trochę mnie spowalniały. Z drugiej strony doceniam to, co zrobiły dla dobrego samopoczucia moich nóg – nawet ostatnie podejście na Chojnik okazało się dla nich pestką 😉  A jak wygląda Twój bilans?

Szybko po schodach z Chojnika. Foto: Janusz Krzeszowski

Slytherin

W: To był mój trzeci start w Chojnik Maraton. Wcześniej dwukrotnie pokonałem Twój obecny dystans. A ponieważ rok temu w Gorcach przebiegłem 80 km, to w tym roku wystartowałem w „setce”. Jestem pod ogromnym wrażeniem samego biegu, jego trudności technicznej, ale także tego, w jaki sposób organizatorzy i wolontariusze dbają o swoich biegaczy. I nie chodzi mi tutaj o pakiet startowy, bo to jest sprawa drugo-, o ile nie trzeciorzędna, ale o to, że potrafią stworzyć niemal rodzinną atmosferę święta biegowego.

Cztery dystanse, które proponuje Chojnik Maraton, przyciągają ludzi o różnych potrzebach biegowych. I te cztery dystanse są jak cztery domy Hogwartu. „Najgorszy” jest czarny Slytherin, do którego przyszło mi należeć. Bycie w nim jest bardzo wymagające, ale i daje wiele doświadczeń. I mimo tego, że w tym roku okazałem się niegodny bycia absolwentem Slytherinu, to nauczyłem się wdzięczności za to co mam i za to co osiągnąłem. A żeby osiągać więcej, więcej musi być naszej szczecińsko-gryfińskiej Puszczy Bukowej z jej podbiegami i zbiegami 🙂

L: Ciekawe do jakiego domu byś mnie przyporządkował? 😉 A wracając do atmosfery, cudownie było znów usłyszeć, jak „najlepszy konferansjer w tej części świata” (jak to napisali na FB organizatorzy) wykrzykuje, że na metę wbiega w pięknej spódniczce Lila (…) z Gryfina 🙂 No i ta szarfa, którą „przecinał” każdy wbiegający na metę biegacz, naprawdę pozwalała poczuć się jak zwycięzca. To był świetny i bardzo zaskakujący pomysł.

Chojnik Maraton na początek?

W: Cały Festiwal był świetny i zaskakujący. Nie wiem, czy to był mój najważniejszy start w tym sezonie, bo przecież mamy jeszcze przed sobą bieg w Rumunii na 50 km z 5000 metrów przewyższeń, który może okazać się równie, jak nie bardziej trudny od ultra Chojnik Maraton. Jestem jednak pewien, że gdyby ktoś mi zadał pytanie, od jakiego biegu górskiego zacząć swoją przygodę z bieganiem górskim, to z miejsca wymienię Chojnik Maraton.

A dom dla Ciebie? Może Gryffindor, bo tam „króluje odwaga i do wyczynów ochota”.

L: No i zabrakło mi słów… 😉 Dziękuję 🙂

W: Ja również dziękuję za kolejny świetny biegowy wyjazd. Na koniec, wracając do muzycznego wstępu naszej rozmowy, chyba musimy znaleźć taki bieg, przed którym będziemy mogli zaśpiewać za Lipnicką: „z Tobą skończyć się pragnę” 🙂 To musi być coś dłuuugiego i z duuuuużymi przewyższeniami 🙂

Na trawce na mecie

 

Komentarze

komentarze

Comments are closed.