Compressport Ještěd Sky Race – relacja z biegu

Compressport Ještěd Sky Race – relacja z biegu

Liberec to miasto, o którym po raz pierwszy usłyszeliśmy przy okazji szukania informacji o czeskim artyście Davidzie Černým. W tym mieście można bowiem zobaczyć niesamowity przystanek autobusowy, będący symbolicznym przedstawieniem lokalnej historii. Kiedy więc wybierzecie się na Ještěd Sky Race nie zapomnijcie podejść lub podjechać i przyjrzeć się przystankowi Černego. Warto.

Do Czech

Mieliśmy taki plan, żeby w kwietniu pojechać do Karpacza, by pobiegać po Karkonoszach. To miał być nasz trening przed 3xŚnieżka = 1xMont Blanc. Znaleźliśmy jednak bieg w Libercu i z miejsca postanowiliśmy wciąć w nim udział. Zachęcił nas i dystans (24,5 km) i wielkość przewyższeń (1600 m). No i oczywiście Czechy z ich Kofolą, smażonym serem i knedlikami 🙂

Ještěd w całej okazałości.
Ještěd w całej okazałości.

Do pensjonatu w Libercu przyjechaliśmy w piątek punktualnie o godzinie 21.00 i z miejsca zyskaliśmy uznanie w oczach właściciela, do którego dzień wcześniej wysłaliśmy maila, że właśnie o tej godzinie się pojawimy. Po krótkim rozeznaniu terenu i wypiciu najlepszego czeskiego izotoniku, poszliśmy nadrobić niedobory snu, tym bardziej, że rano nie trzeba było się spacjelnie zrywać.

Chwilę przed startem.

W sobotę bieg miał rozpocząć się o godzinie 12.00 i trzeba przyznać, że jest to dość nietypowa pora jak na start w zawodach. Organizatorzy zapewnili dla uczestników spory parking, więc kiedy po 10.00 zjawiliśmy się na miejscu, nie było problemów z zaparkowaniem auta. Odbiór pakietów też nastąpił błyskawicznie.

O samym biegu chyba najlepiej powiedzą słowa, które wypowiedzieliśmy tuż po wbiegnięciu na metę… Albo nie, nie będziemy ich cytować, bo są mocno nieparlamentarne 😉 W każdym razie wyrażały one w sobie cały ból niesamowicie stromych i długich podejść oraz takich samych zbiegów. Nasze nogi jeszcze do dziś, a minął tydzień od imprezy, czują te nachylenia stoków 😉 (Lila: Chyba jeszcze na żadnym górskim biegu nie czułam tak bardzo, że pochodzę z nizin).

Profil trasy.
Profil trasy.

O biegu

Na trasie Ještěd Sky Race spotkaliśmy wszystko, co potrzebne do szczęścia biegaczowi górskiemu/trailowemu. Był śnieg, w którym czasami się grzęzło, a czasami po nim zjeżdżało; było błoto pochłaniające buty aż po kostki; były ścieżki z wystającymi korzeniami i kamieniami; były też zwaliska głazów przed szczytem Jestadu, po których musieliśmy się wspinać. (Lila: w trakcie biegu pomyślałam sobie, że tym razem siła grawitacji jest wyjątkowo uciążliwa, nawet podczas zbiegania. I to dlatego bardzo zazdrościłam tym, którzy mieli kijki).  Trasa więc w naszej opinii jest mocno wymagająca technicznie i trzeba stale uważać, żeby postawić stopę w odpowiednim miejscu. Ma to oczywiście swój urok i pomimo wszystkich przekleństw, które podały pod adresem trasy w trakcie jej pokonywania, teraz wydaje nam się ona niesamowicie atrakcyjna.

Co ciekawe, za to że ukończyliśmy bieg, nie otrzymaliśmy medalu.  Dostaliśmy za to świetne opaski na głowę. Miła odmiana i na pewno przydadzą się, by trochę ochronić się przed słońcem lub gdy na dworze zrobi się troszeczkę chłodniej.

Opaski zamiast medali.
Opaski zamiast medali.

Organizatorzy przygotowali dla uczestników posiłek regeneracyjny i napoje (czytaj: piwo). Posiłek był jednak słaby. To znaczy, gdybyśmy przybiegli wcześniej, mielibyśmy wybór pomiędzy dwoma daniami wege (dla mięsożerców też były dwie opcje), a że jednak nie potrafimy przejść (przebiec) obojętnie obok pięknych widoków (szczególnie górskich) i biegliśmy trochę dłużej, została dla nas tylko kasza z warzywami. Jeżeli więc chcecie smacznie pojeść, możecie zrobić to przed biegiem lub po prostu biec szybciej 😉 Piwa też się nie napiliśmy, bo 1) przestraszyła nas kolejka, 2) mieliśmy jeszcze tego dnia zaplanowane wyjście do parku wodnego w libereckim centrum Babilon, stąd zrezygnowaliśmy z niego i ruszyliśmy do pensjonatu.

Nie będziemy ukrywać, że przez pierwsze godziny po biegu, kiedy mówiliśmy, że jeszcze tak trudnego startu nie mieliśmy, zwyczajnie nie planowaliśmy powrotu do Liberca. No ale jak tu nie wrócić, skoro jeszcze chcemy zobaczyć IQLandię, pobiegać wśród przedwojennych willi, odwiedzić ZOO… Zakładamy więc, że wrócimy do Liberca i zmierzymy się z trasą Ještěd Sky Race jeszcze raz.

 

 

 

 

 

Komentarze

komentarze

Comments are closed.