IV Zimowy Maraton Bieszczadzki

IV Zimowy Maraton Bieszczadzki

Waldek. Powiedz mi, jak się czujesz? Nie przebiegłaś przecież jeszcze zwykłego, wymiarowego maratonu, a już masz za sobą dystans ponadmaratoński, bo przecież Zimowy Maraton Bieszczadzki, to ponad 44 kilometry.

Lila. Szczerze… to nie jest wcale takie łatwe pytanie… A to dlatego, że pierwszy raz tak bardzo walczyłam z głową. Wmówiłam sobie, że będzie to dla mnie mega trudny bieg, bo 1) zimno, 2) śnieg i lód na drodze, 3) limit czasu na 26 kilometrze (a tak naprawdę 28), po którym mogą skierować na krótszą trasę; 4) wcale tak dużo się nie przygotowywałam jak planowałam, ponieważ musiałam zwalczyć przeziębienie, by móc w ogóle wystartować. I jak sobie wymyśliłam, tak było. Przez prawie całą drogę prowadziłam ze sobą wewnętrzny dialog 🙂 Jednak nie da się ukryć, że trochę mi się tę „głowę” udało spacyfikować, bo w końcu przecież pokonałam ten dystans – jak mówisz dla mnie najdłuższy – i to w czasie krótszym niż się zakładałam. Podsumowując jestem z siebie dumna i wiem, że naprawdę stać mnie na jeszcze więcej 🙂 Od biegu minęło już trochę czasu, a ja głową jeszcze jestem tam w bieszczadzkich lasach. A jak u Ciebie?

W. Ja mam swoje bieszczadzkie kaizen. Pamiętasz, jak po maratonie w Dreźnie opowiadałem ci o chłopakach, którzy w rozmowie na mecie mówili, że biegli maraton Gallawayem? Otóż Zimowy Maraton Bieszczadzki Gallawayem nie biegłem. Nie zatrzymywałem się, nie spacerowałem, tylko biegłem. Mogę strawestować Murakamiego i powiedzieć, że skoro zapłaciłem za bieg, to przecież nie będę szedł 🙂 Zdaję sobie jednak sprawę, że na kolejnych, bardziej wymagających, biegach, nie będzie już tak łatwo. Teraz jest jednak czas świętowania i cieszenia się, że pierwszy tegoroczny nasz start tak dobrze nam poszedł.

start

L. Ciekawe, kto zacytował Murakamiego tuż przed startem, a tym samym Cię zainspirował? 😉 W ostatnim blogowym tekście mówiłam o tym, co daje mi bieganie nocą w lesie, czy też pokonywanie długiego dystansu. Kiedy dobiegałam do mety, trochę czasu zajęło mi złapanie kontaktu z Tobą i Tymkiem. Najpierw była we mnie głęboka cisza, potem pojawiły się emocje związane z ukończeniem biegu. To wzruszenie jakie poczułam, tak bardzo kontrastowało z tą ciszą, że aż utrudniało kontakt z otoczeniem. To niesamowite uczucie. Dla mnie istotne jest to, że ten spokój okupiony dużym wysiłkiem zostaje ze mną na wiele dni… i to dlatego mogę powiedzieć, że jeszcze do końca „nie wróciłam” z tej bieszczadzkiej wyprawy… A nawiązując jeszcze do tego, co powiedziałeś – to prawda, przy odpowiednim nastawieniu można było ten dystans i te wzniesienia pokonać cały czas biegnąc (co najwyżej wolniej niż po asfalcie). No chyba, że spotka się np. ślady niedźwiedzia… Mnie to bardzo zmotywowało, by się nie obijać na trasie 🙂

start2
Foto: Magdalena Bogdan

W. Tak… ten niedźwiedź był taką „wisienką na torcie” tego biegu 😉 Organizatorzy co rusz o nim wspominali 🙂 Co do samej trasy Zimowego Maratonu Bieszczadzkiego uważam, że jest bardzo ciekawa i biegnie się po niej bardzo dobrze – szczególnie pomiędzy 16 a 24 kilometrem, kiedy ma się jeszcze dosyć energii i można cały czas zasuwać z górki ile sił w nogach. Potem można jeszcze się rozpędzić między Brzeźniakiem, czyli knajpką ze świetnym jedzeniem i nalewkami, a metą. Tylko wtedy trzeba mieć wciąż siłę, by nie spotkać się z maratońską ścianą 🙂 Tak sobie myślę, że to jest idealna trasa dla kogoś, kto albo chce zasmakować po raz pierwszy biegania po górach, albo chce się zmierzyć z trochę dłuższym i trudniejszym maratonem (a więc właściwie już ultramaratonem). Jak dla mnie bomba!

Foto: Magdalena Bogdan

L. Ja mam takie postanowienie, by tam wrócić. Chcę jeszcze raz poczuć tamtą atmosferę, ten śnieg – oby był, a nawet poproszę o trochę więcej 😉 , trasę i gorącą herbatkę z miodem, którą podawali wychodzący naprzeciw wolontariusze, co sprawiało że czułam się zaopiekowana (jak ja to lubię 😉 ) Może nawet dobiegnę do Brzeźniaka zanim inni zjedzą ponoć przepyszne pierogi 🙂 No i jestem ogromnie ciekawa, jaki wtedy będzie czekał na mnie na mecie pamiątkowy medal… bo ten, który przywiozłam z tego biegu, jest po prostu piękny. A może warto w tych Bieszczadach pobiegać nie tylko zimą? Hmmm… No ale może o tym innym razem 😉

medale
Medale IV Zimowego Maratonu Bieszczadzkiego

W. I tu się zgadzamy 🙂 Koniecznie trzeba spróbować biegowych Bieszczad w innych porach roku. Wiosną, bo przecież Rzeźnik, jesienią, bo ultraMaraton Bieszczadzki i latem, bo Bojko Trail. Wydaje mi się więc, że jeszcze tam nie raz wrócimy.

Komentarze

komentarze

Comments are closed.