„I jak tu nie biegać!” z Beatą Sadowską?

„I jak tu nie biegać!” z Beatą Sadowską?

„Wysiłek, zmęczenie to odpoczynek dla ducha”.

Lubię czytać książki o bieganiu, szczególnie te napisane przez kobiety – bo chociaż są one adresowane do obu płci, to jednak z wiadomych powodów, bardziej do mnie przemawiają. Tak było z „Biegiem przez świat” Becky Wade  jak również w przypadku książki Beaty Sadowskiej „I jak tu nie biegać!”, którą właśnie skończyłam czytać. Autorka pierwszej książki biega zawodowo, drugiej – amatorsko, ale pod okiem trenera, czyli można powiedzieć, że obie panie wiedzą, o co w tym bieganiu biega 🙂

To co mnie jednak zaskoczyło w książce „I jak tu nie biegać!” to to, że do jej lektury, na okładce, zachęca nas… nie kto inny tylko (aż!) trzech facetów i ani jedna kobieta (inaczej niż w przypadku książki Becky)! Jak to się stało? Mam nadzieję, że to moja recenzja, czyli napisana przez przedstawicielkę grupy biegającej z „większą gracją” 😉 będzie dla Was (kobiet, ale i nie tylko) tą bardziej przekonywującą 🙂

okladka

Książkę Beaty, znanej dziennikarki, można przeczytać na wiele sposobów. Można usiąść z nią do porannej kawy…, by nagle zorientować się, że już jest wieczór. Można też czytać ją przez dłuższy czas po jednym, góra dwóch rozdziałach. Można ją zacząć czytać od początku lub w którymkolwiek miejscu. Dlaczego? Bo każdy rozdział z jednej strony traktuje o czym innym, a z drugiej – zaraża radością jaką daje bieganie. Czytając tę książkę można dowiedzieć się np. o tym, jak Japończycy dopingują biegaczy, dlaczego warto biegać rano (i to o 4!), jak „rozpuścić” ból w czasie biegu i co warto jeść (szczególnie jeśli nie je się mięsa), no i czy można biegać np. w ósmym miesiącu ciąży? Poza tym jeśli komuś wyczerpały się pomysły, gdzie mógłby jeszcze pobiec, to po przeczytaniu tej lektury, raczej nie będzie miał z tym problemu. Oj jest w czym wybierać 🙂 Dlaczego jeszcze (a może przede wszystkim) warto przeczytać tę książkę? Bo przez każdy jej rozdział przewija się myśl, że warto biegać i to dla siebie, nie dla innych, bo przecież „Frajda jest w procesie. Liczy się to, że się staram, a nie to, na którym miejscu ląduję w rankingu.”

Co jeszcze z tej książki zabieram dla siebie? Wiele cennych wskazówek trenerskich Kuby Wiśniewskiego, przepis na buraki Eli Skrzypek oraz przekonanie, że mam z Beatą wiele wspólnego, np. to, po co, gdzie i jak lubimy biegać, że nie wspomnę o tym, jak miło mi się zrobiło na sercu, kiedy w książce pojawił się wątek jogi 🙂 I jeszcze mamy wspólne marzenie, by w Polsce zorganizowane biegi były również świętem kibiców. A co nas póki co różni? Np. to, że Beata ma już za sobą piętnaście maratonów (otrzymałam tę informację wczoraj od samej autorki 🙂 ) i biegała już w takim pewnym miejscu…, które u mnie wciąż jest w strefie marzeń (a może jednak to też nas łączy?).

A to przysmak Beaty, czyli dojrzałe awokado zmiksowane z gruszką i bananem 🙂 W sam raz na pyszne i energetyczne śniadanie. Mniam 🙂

awokado

I jak Panie i Panowie… najbliższa księgarnia już zlokalizowana? A może wolicie zakupy przez internet? Miłego czytania 🙂

Lila

Komentarze

komentarze

Comments are closed.