Misha Shubaly i jego „Bardzo długi bieg”

Misha Shubaly i jego „Bardzo długi bieg”

Waldek. Kupiłem książkę, ponieważ spodobał mi się jej tytuł „Bardzo długi bieg”. Pomyślałem sobie, że będzie o ultra, o bieganiu poza maraton, a wyszło na to, że… jest trochę inaczej. Przede wszystkim okazało się, że książka jest bardzo krótka. Czytałem ją na Kindlu, więc nie wiedziałem, z czym się mierzę. Trochę mnie dziwiło, że kiedy rozpoczynałem czytanie, Kindle poinformował mnie o tym, że do końca zostało mi niecałe dwie godziny. Wziąłem to jednak za błąd oprogramowania. Jednak nie był to błąd. Po dziewięćdziesięciu minutach „Bardzo długi bieg” Mishky Shubaly miałem przeczytany i mogłem iść pobiegać.

O czym jest tak książka? Cóż… zaczyna się od krótkiej wzmianki o bieganiu, potem aż do połowy książki czytamy o bogatym w alkohol życiu autora (i muzyka jednocześnie), żeby w drugiej połowie przeczytać o bieganiu i wychodzeniu z alkoholizmu. I tak mniej więcej można streścić tę książkę.

Czy więc warto sięgnąć po nią sięgnąć? Warto, żeby zobaczyć, jaką moc ma w sobie bieganie i jak potrafi uwolnić od nałogów. Warto, żeby zobaczyć, że po największym dołku można przebiec maraton w Nowym Jorku i ultramaraton. Warto, bo to jest książka dla wszystkich, którzy starają się być lepsi, nawet jeśli to oznacza bycie mniej złym (przynajmniej takie jest motto „Bardzo długiego biegu”.

Shubaly nie da ci rad jak biegać, w jaki sposób trenować oraz nie powie, jak stawiać kroki, żeby bieg był dynamiczny i najmniej wymagający energetycznie, ale pokaże ci, że ty też masz w sobie wewnętrzną siłę, którą musisz/chcesz odnaleźć w sobie i wykorzystać w dobrym celu.

Komentarze

komentarze

Comments are closed.