Buty Crivit z Lidla zdają testy

Buty Crivit z Lidla zdają testy

Waldek. Kupiłem buty do biegania w Lidlu. Tak wiem, biegam półmaratony, maratony i nawet ultra po górach się zdarzają, a kupuję buty w dyskoncie zamiast w porządnym sklepie dla porządnych biegaczy… z dużą gotówką. Cóż… raz popełniłem taką zbrodnię na swoim portfelu i kupiłem Saucony za sześć stów. A przecież wciąż i zewsząd słyszę, czytam, że bieganie to sport najtańszy i że wystarczy założyć buty (jakiekolwiek), żeby zacząć ten sport uprawiać. Trzeba więc wrócić do korzeni i odciąć się od tej całej marketingowo-handlowej maszynerii mówiącej, że im but droższy, tym lepiej, szybciej się biega. Mnie się nie biega ani szybciej, ani łatwiej. I tak sobie myślę, że musi tu działać jakiś psychologiczny mechanizm, który uruchamia się w momencie kupienia butów za sześć stów, który po prostu samemu przed sobą nie pozwala się przyznać, że to są wyrzucone pieniądze i że tak samo biegałoby się w butach za 66 zł. Może jednak się mylę, nie jestem przecież psychologiem.

Kupiłem więc buty w Lidlu marki Crivit. Znacie je zapewne i pewnie czasami nawet przeglądaliście, gdy leżały w wielkich sklepowych koszach.

Nie są one bowiem wystawione, jak inne buty w sklepach dla biegaczy, na szklanych, czasem podświetlanych półkach. Te leżą w swoich sznurkowych siateczkach, rzucone do kosza wraz z innymi parami, różniącymi się co najwyżej kolorystyką. Niektóre pary są wyjęte nawet z siateczek, bo klient chciał im się przyjrzeć, a potem już mu się nie chciało ich schować. I takie właśnie, porzucone przez innego klienta buty, ja przygarnąłem. Rozmiar 44. Niebieskie. Kolor nadziei.

Buty mnie się podobają. Mają ładnie wyprofilowany przód, miłą dla oka siateczkę i przyjemną jaskrawozieloną (żarówiastą) podeszwę. Plusem podeszew jest to, że można nimi zwrócić uwagę biegaczek, które biegną z tyłu i zawsze jest szansa, że zechcą zamienić kilka słów (lub całe życie, jeżeli jest się aktualnie wolnym). 🙂 No ale to jest wartość dodana butów Crivit.

Przód buta wykończony jest błyszczącym czymś, które to coś trochę nawet chroni palce. Nie wiem jednak, czy to błyszczenie z czasem nie zejdzie. Mam nadzieję, że nie, albo chociaż, że nie za szybko. W każdym razie wygląda na porządnie przyszyte.

Wygląd buta to rzecz istotna i ważna, bo wiadomo, że każdy biegacz musi dobrze wyglądać i mieć swój „look”. Moim zdaniem buty z Lidla nie ustępują w niczym butom ze sklepów, w których personel schyla się, by założyć klientowi najnowszy model buta na stopę. Może gdyby było więcej wzorów kolorystycznych do wyboru…  No ale to szczegół.

Najważniejsza dla biegacza mimo wszystko jest wygoda. I tutaj okazuje się, że Crivity wypadają rewelacyjnie. Przede wszystkim są bardzo lekkie. Można nawet powiedzieć, że nie ważą nic 🙂 A że waga buta ma znacznie w czasie biegania, to Crivity okazują się świetnym wyborem.

Idealnie dużo miejsca z przodu, świetne dopasowanie z tyłu, zaskakująco przyjemne dopasowanie po bokach… Mogę pisać tylko w superlatywach. Dodam tylko, że po raz pierwszy w swojej „karierze” biegowej sznurowałem buty z wykorzystaniem TEJ dodatkowej dziurki i muszę powiedzieć, że moje życie już nigdy nie będzie takie jak poprzednio 🙂 Jeżeli nigdy tego nie robiliście, zróbcie to jeszcze dzisiaj! 🙂

W czasie biegu buty spisywały się bardzo dobrze, a biegałem i po asfalcie, i po zwykłych ścieżkach polnych. Nie jestem zwolennikiem jakiejś miękkości butów i po przeczytaniu „Urodzonych biegaczy” Christophera McDougalla raczej nazwałbym się minimalistą obuwniczym, dlatego buty z Lidla okazały się dla mnie idealnym wyborem. Pod piętą nie czułem pięciu poduszek, które nienaturalnie układałyby moją stopę i sprawiały, że przestaję czuć ziemię. Nie. Było przyjemnie twardo, a jednocześnie komfortowo w ten sposób, że nie przeszkadzały mi żadne korzenie i kamienie. Asfalt natomiast był jak najbardziej naturalny i nieobciążający.

Podsumowując. Buty za 66 złotych z Lidla to nie jest żaden kompromis, tylko racjonalny wybór dobrego obuwia (i nie piszę tego dlatego, że Lidl mi płaci 😉 ). Powiem więcej, to są buty, w których przebiegnę swój jesienny maraton w Bukareszcie. Jeżeli więc zastanawiacie się nad kupnem butów i znajomi wam mówią, że Saucony, Asicsy… najpierw pójdźcie do Lidla i spróbujcie Crivitów.

 

Komentarze

komentarze

Comments are closed.