Moje 80 kilometrów na dwóch kółkach

Moje 80 kilometrów na dwóch kółkach

Lila.Tak. Mam rower! Takiego odkrycia dokonuję raz na jakiś czas, szczególnie wiosną, chociaż nie co roku. A przecież kiedyś, w czasach mojego dzieciństwa i nawet później, czyli w okresie, kiedy jeszcze byłam miejscową Kujawianką, był to mój bardzo częsty środek lokomocji. Na rowerze jeździłam do szkoły, na długie przejażdżki ze znajomymi, a nawet… na nocne imprezy (czytaj dyskoteki) do oddalonego o prawie 17 km Bądkowa 🙂 To były czasy 🙂 Wracając jednak do teraźniejszości… Obecnie mój rower częściej ogląda garaż (a kiedyś blokową piwnicę) niż piękne okoliczności przyrody. No i stało się… Nadszedł czas, by znów sobie o nim przypomnieć, a nawet by go docenić, szczególnie jego wartość terapeutyczną 🙂 Otóż po ostatnim górskim biegu (czyli tych 28 km), wędrówkach po przepięknych Tatrach (czyli kolejnych 60 km) i helenowskim trailowym biegu… mój organizm dał mi sygnał, że czas popracować nad regeneracją. No ale jak tu nie biegać, skoro Śnieżka czeka? Przecież „sama się nie zrobi”! I tak jogując i rolując się, przypomniałam sobie o moim dwukołowym przyjacielu 🙂 I był to strzał w dziesiątkę. Już po pierwszym dniu, kiedy to przemierzyłam 26 km, poczułam się prawie jak nowo narodzona (z naciskiem na prawie oczywiście 😉 ). I tak zachęcona lepszym samopoczuciem, zaliczyłam kolejnego dnia 17 km a trzeciego dnia – 38 km. Dwie pierwsze wyprawy miały taką dodatkową zaletę, że część z tych kilometrów pokonaliśmy razem – ja rowerowo, mój mąż biegowo (dzięki czemu Waldek swoje dystanse – połóweczkę jednego dnia i dyszkę drugiego, zrobił oczywiście w zawrotnym tempie 🙂 ). Trzecia rowerowa wycieczka była „czasem” tylko dla mnie. Na początku miała być krótsza, czyli z domu do Radziszewa, potem do Chlebowa, Gardna i do domu, co miało dać około 28 km. I tak gdzieś na 15 km pojawiło się w mojej głowie pytanie… „a czemu właściwie nie zrobić 30 km?” I kiedy już postanowiłam o zwiększeniu dystansu o te dwa kilometry, zaczęłam liczyć ile w sumie przepedałuję w ciągu tych trzech dni. Wyszło, że 73… A przecież to prawie 80!!! Wystarczy dokręcić tylko 7 km… No i jak sobie wymyśliłam, tak zrobiłam 🙂 Cudownie było znów się zmęczyć, poczuć ciało, pobyć ze swoimi myślami, jednocześnie nie dając im się złapać. A najwspanialsze było to, że jadąc wiejskimi drogami, pozbawionymi praktycznie ruchu w to niedzielne przedpołudnie, znów mogłam się poczuć jak za dawnych czasów, jak dziewczyna z Kujaw 🙂

Komentarze

komentarze

Comments are closed.