Bieg z Tążyną

Bieg z Tążyną

Waldek i Lila. Tym razem w ostatni weekend przed czekającym nas Chojnikiem dotarliśmy aż na Kujawy… w rodzinne strony jednego z nas. A że całkiem niedawno natrafiliśmy w internecie na ciekawy bieg, który odbędzie się w październiku na terenach Nadleśnictwa Gniewkowo (najbardziej zaintrygowała nas nazwa – Bieg Przemytnika) stąd postanowiliśmy zrobić mały rekonesans na przyszłość (może za rok?) J Jednak jak to z planami bywa… po powrocie do domu okazało się, że zamiast odbić na zachód, pobiegliśmy na północ i z rekonesansu mało zostało, ale filmowo rzecz ujmując… też było zajebiście 🙂 I nawet wiemy dlaczego nogi nas tak zaniosły, ale o tym w dalszej części tekstu.

A było to tak…

Wyruszyliśmy z Aleksandrowa Kujawskiego i skierowaliśmy się do rzeczki Tążyna, która jest dopływem Wisły. I w zasadzie to by było tyle w temacie rekonesansu trasy Biegu Przemytnika 😉 Najpierw biegliśmy szerokimi drogami leśnymi, które chyba nawet zwą się ulicami. Gdy dobiegliśmy do stacji kolejowej Otłoczyn, Lili przypomniało się, że niedaleko od tego miejsca kilkadziesiąt lat temu (dokładnie 19 sierpnia 1980 r.) miała miejsce największa katastrofa kolejowa w powojennej Polsce. Postanowiliśmy tam pobiec i zobaczyć pamiątkowy głaz. Po kilku kilometrach biegu, który momentami przypominał Maraton Piasków (i po którym biegło się jak po niesamowicie miękkim dywanie), dotarliśmy na miejsce. Znajdujący się tam pomnik składa się nie tylko z głazu zaopatrzonego w tablicę. Jego drugim elementem są tory, na których umieszczone zostały nazwiska ofiar. Usiedliśmy, poczytaliśmy o przyczynach wypadku, podumaliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną.

Profil kujawskiej trasy

Tym razem postanowiliśmy polatać „poza szlakami”, więc wbiegliśmy między drzewa i od tej pory kierowaliśmy się tylko wskazaniami zegarka. Przecinaliśmy normalne drogi, momentami przedzieraliśmy się przez jakieś chaszcze, aż ku naszemu zaskoczeniu zaczęliśmy napotykać na swojej drodze wzniesienia. Bieganie miało być lekkie i przyjemne, a okazało się, że zrobiliśmy tyle metrów przewyższenia, ile robimy w Puszczy Bukowej J A mówili, że Kujawy, to taki płaski teren 🙂 (i już teraz wiecie dlaczego nas tak zniosło z pierwotnie planowanego szlaku, tylko skąd nasze nogi o tym wiedziały?)

Wskazania zegarka doprowadziły nas idealnie do Tążyny… i nadszedł czas realizacji planu, który nam przyszedł do głowy, gdy ją mijaliśmy za pierwszym razem, czyli… MOCZENIE STÓP W ZIMNEJ WODZIE 🙂 🙂 🙂 Nasze czarne od piachu stopy przyjęły tę kąpiel z ogromną radością. A że humory nam coraz bardziej dopisywały, to pomysłów do sesji zdjęciowej nie zabrakło. I chociaż chodzenie po śliskich kamieniach, pokrytych jakimiś wodorostami nie należało do łatwych, to trzeba jednak przyznać, że podziałało to niesamowicie regeneracyjnie zarówno na nasze stopy jak i umysły. No i nie daliśmy już rady uwięzić stóp w biegowych butach, stąd zafundowaliśmy im kilometrowy spacer do samochodu na bosaka po rozgrzanym pisaku. Sama przyjemność J Co prawda „lokalsi” trochę dziwnie na nas się patrzyli, jednak to tylko podkręcało naszą dziecięcą radość. Z drugiej strony jak mówi stare powiedzenie – w kategoriach M40 i K40 wolno więcej 🙂

To była naprawdę bardzo przyjemna biegowa wycieczka po kujawskich lasach. Wycieczka bogata w kilometry, piasek, wodę, refleksję i przede wszystkim w śmiech.

Komentarze

komentarze

Comments are closed.