Transgraniczna dyszka

Transgraniczna dyszka

Lila. Kolejna dyszka w tym roku za mną i kolejny Bieg Transgraniczny za mną. Pierwszy raz w imprezie tej wystartowałam 3 października 2014 r. – był to 40. Bieg Transgraniczny. Od tamtej pory nie opuściłam żadnej z odbywającej się dwa razy w roku lokalnej imprezy biegowej. I tak wczoraj na mojej medalowej tablicy (może i ja kiedyś dorobię się wieszaka 😉 ) zawisło pamiątkowe trofeum – tym razem z 45. Biegu Transgranicznego 🙂

To był naprawdę dobry dzień na bieganie, a stąd i dobry bieg w ogóle i to z bardzo wielu względów. Przede wszystkim dopisała pogoda (jak dla mnie było wystarczająco ciepło, by ubrać spodenki i jednocześnie wystarczająco chłodno, by wystarczył mi łyk wody wypity dosłownie w biegu w połowie trasy). Dobry dzień też dlatego, bo osiągnięty czas na mecie, czyli 55:15 nie wymagał ode mnie tak wielu wyrzeczeń, jak poprzednie biegi na tej trasie. Może i mogłam szybciej (zabrakło balonika na 55:00, przed którym mogłabym uciekać 😉 ) jednak mam od jakiegoś czasu taką potrzebę, by w trakcie zawodów (a czasem i prywatnych wypraw) nie patrzeć na zegarek, tylko słuchać swojego ciała, oddechu i nimi właśnie się kierować. To nie tak, że nie zależy mi na wynikach, poczuciu, że biegam trochę szybciej, jednak dla mnie przede wszystkim istotna jest przyjemność z tej formy aktywności. I jeszcze jest jeden powód mojego zadowolenia… Był to dla mnie na tyle nieduży wysiłek, że wczoraj miałam jeszcze ochotę na wieczorny godzinny spacer, dziś spokojnie mogłam pojechać na moją ukochaną jogę (a były pozycje stojące 🙂 ), a od jutra wracam do biegania po górkach, bo do realizacji głównego majowego celu, zostało tak naprawdę niewiele czasu 🙂

Waldek. To już piąty raz, kiedy wystartowałem w gryfińskim biegu. Po dwóch „dyszkach” i dwóch półmaratonach, w tym roku przyszedł czas na ponowne zmierzenie się z krótszym dystansem na własnym podwórku. Zakładałem sobie plan minimum i plan maksimum. Minimalny był taki, żeby znaleźć się w pierwszej pięćdziesiątce, bo wtedy otrzymuje się na mecie medal w kolorze złotym 🙂 Natomiast planem maksimum było znalezienie się w pierwszej trójce w mojej kategorii wiekowej M-40. Cóż… powinienem być na tyle mądry, żeby wiedzieć, że to nie jest cel SMART, a źle zdefiniowany cel nie może być przecież źródłem sukcesu. I nie był 😉 O celach SMART może jednak napiszemy przy innej okazji.

Bardzo  podoba mi się w Gryfińskim Transgranicznym Festiwalu Biegowym to, że medale mają swoje barwy. Dla pierwszej pięćdziesiątki są złote, dla drugiej srebrne, a dla pozostałych biegaczy brązowe. Jest to jakaś forma motywacji i gdy w ubiegłym roku odbierałem w półmaratonie medal srebrny, bo to nie był najlepszy mój bieg, czułem lekki niedosyt. Na szczęście kilka dni wcześniej w Kołobrzegu pobiegłem swoją życiówkę, więc stwierdziłem, że widocznie to jest jej cena.

Dziesięciokilometrowa trasa biegu transgranicznego między Gryfinem a Mescherin po stronie niemieckiej jest w mojej ocenie bardzo łatwa i szybka. Poza jednym krótkim podbiegiem przy nawrotce na piątym kilometrze, jest w zasadzie płaska. Suma wzniesień terenu według mojego zegarka wynosi 5 metrów, więc jest to w zasadzie niezauważalne. Biegnie się szybko i… nudno, ale może tak mi się tylko wydaje, bo biegam tą trasą niemal na co dzień.

Swój bieg ukończyłem na 28 miejscu (cel minimum zrealizowany) i byłem piąty w kategorii (cel maksimum niezrealizowany). Kiedy szliśmy z Lilą na gryfińskie nabrzeże, gdzie było miejsce startu i meta, mówiłem, że w zasadzie to bardziej lubię biegać długie dystanse, a najlepiej po lesie lub górach, bo „dyszka” to już jest ściganie się, a bardziej preferuję „bycie ze sobą”. Cóż… jestem bardzo zadowolony ze swojego wyniku, ale czuję też lekki niedosyt i dlatego wystartuję w tym roku w jeszcze jednym biegu dziesięciokilometrowym, chociaż tego nie planowałem. Tym razem będę miał określony cel SMART realny i mierzalny: czas poniżej 39:59 🙂

Ach.. i na koniec. Tak sobie myślę, że dobrze dla rozwoju Gryfińskiego Transgranicznego Festiwalu Biegowego by było, gdyby również dzieci mogły pobiegać w swoich biegach. Co o tym sądzicie?

 

Komentarze

komentarze

Comments are closed.