OSHEE i nie tylko

OSHEE i nie tylko

Lila. Na bieg OSHEE 10 km zapisałam się dopiero w połowie marca, czyli na 39 dni przed startem. Stąd łatwo dojść do wniosku, że nie był on w moich „zawodowych” planach, a decyzja była raczej spontaniczna 🙂 Tym samym to właśnie to wydarzenie rozpoczęło mój sezon startowo-biegowy. I był to naprawdę dobry start 🙂 Ale o tym za chwilę.

Foto: http://live.sts-timing.pl/owm2017/person.php?n=15029

Do Warszawy przylecieliśmy w piątek wieczorem, dzięki czemu zyskaliśmy całą sobotę na spacerowo-truchtowe zwiedzanie stolicy. Tego dnia mieliśmy do zrealizowanie trzy punkty: 1) spacer po warszawskiej Pradze (tu miłym dla nas odkryciem był założony pod koniec XIX w. Bazar Różyckiego); 2) udział w 3 km Marszobiegu pod hasłem „Biegam bo lubię”, który odbył się na terenie Parku Agrykola w ramach Orlen Warsow Games (impreza ta była pewnego rodzaju bardzo smacznym deserem przed czekającym nas właściwym biegiem) oraz 3) wizyta w Miasteczku Biegacza, w celu odbioru pakietów (i okazja do lokalizacji istotnych dla nas punktów w kolejnym dniu). Po tak mile spędzonym dniu, nie mogłam się już doczekać najważniejszego wydarzenia, dla którego Tutaj przyjechałam 🙂

I tak w niedzielę rano, po oddaniu rzeczy do depozytu i rozgrzewce, tuż przed 9.00 ustawiłam się w swojej strefie, czyli 50:00 – 55:00, a mój cel był taki, bym w trakcie biegu nie zobaczyła koło siebie, a tym bardziej przed sobą – balonika z napisem 55:00 🙂 I… tak się właśnie stało 🙂 W krótkim czasie, po przekroczeniu mety otrzymałam wiadomość z gratulacjami ukończenia Biegu OSHEE 10 km w czasie 54:45 🙂

Wybierając się do Warszawy nie zastanawiałam się, jak dużo ludzi będzie dzieliło ze mną ten dystans. Nawet gdy zerknęłam na mój numer startowy, który wynosił 15029, nie czułam żadnych obaw, co najwyżej zastanawiam się, jak to będzie z depozytem. Przeczytałam w internecie, że ze względu na „łatwość”, trasa będzie taka jak w poprzednim roku, dlatego też uczestnicy mogą liczyć na tzw. życiówki. I tu jak się okazało mnie spotkało zaskoczenie, a w przypadku wielu innych osób, raczej nastąpiła „powtórka z rozrywki” (co podsłuchałam w trakcie biegu). W starcie na 10 km brało udział ponad 10,5 tys. uczestników (według listy startowej). Tak duża liczba robiła naprawdę równie ogromne wrażenie, jednakże wiązała się też z zakorkowaniem trasy zaraz za startem oraz czasami z trudnością w wyprzedzaniu. Jeżeli jednak chodzi o samą trasę, to faktycznie sprzyjała ona biegaczom – pierwsze 4,5 km to bieg po prostej, pozostały odcinek rownież nie był zbyt kręty, poza tym biegło się całą szerokością drogi. Dodatkowym atutem tego biegowego szlaku, w moim odczuciu, było to, że przez prawie cały czas miałam wrażenie, że biegnę z górki i pewnie gdyby nie odczuwalny wiatr, po przekroczeniu połowy trasy, dałabym radę jeszcze bardziej podkręcić tempo.

Po ukończeniu biegu i odebraniu naprawdę ładnego medalu, pospieszyłam do depozytu oraz do szatni (na wyróżnienie zasługuje świetna organizacja Miasteczka Biegacza), by potem z kolei jak najszybciej wrócić w okolice mety, tym razem by kibicować maratończykom. Patrzyłam na biegnących ten królewski dystans z ogromnym podziwem. Ich ciała mówiły tak dużo… U jednych wciąż można było zauważyć lekkość biegu, inni dobiegali zmęczeni jednak z uśmiechem na twarzy, ale byli też i tacy, którzy padali na kolana tuż za metą, lub którym kolana „łamały się” na kilka metrów przez granicą biegu (na szczęście czujni biegacze byli tu pomocni). Najpierw wyczekiwałam na tatę mojej uczennicy, którą przypadkowo spotkałam (co było niesamowite!), potem wypatrywałam syna koleżanki, a już dosłownie chwilę później krzyczałam z całych sił „Waldi, Waldi, Waldi” 🙂 🙂 🙂

Podsumowując swój udział w tym masowym wydarzeniu, cieszę się, że byłam jego częścią, że  zrealizowałam swój cel (dobrze, że nie była nim „życiówka” :)), że dane mi było doświadczyć tylu wspaniałych emocji, i że miałam okazję odkryć swój nowy talent – bardzo zaangażowanego kibica, który pomógł wielu uczestnikom maratonu dobiec do mety w o wiele lepszym czasie 🙂

Komentarze

komentarze

Comments are closed.