42 kilometry z Orlenem

42 kilometry z Orlenem

Waldek. Orlen Warsaw Maraton był moim trzecim, po Toruniu i Dreźnie, miejskim maratonem. Był jednak pierwszym, do którego podszedłem w sposób całkowicie świadomy. Wiedziałem na co mnie stać i czego chcę. Teraz, kiedy jest już po biegu, mogę powiedzieć, że to co chciałem, zrealizowałem z nawiązką i jestem bardzo zadowolony.

Foto: http://live.sts-timing.pl/owm2017/person.php?n=3164

A jaki był plan? Przede wszystkim taki, żeby nie spinać się i nie biec za wszelką cenę po życiowy wynik. To bowiem zostawiłem sobie na jesień. Chciałem przebiec OWM spokojnie, w tempie 5:15, żeby mieć przyjemność z biegu i w miarę szybko później się zregenerować. Atmosfera rywalizacji spowodowała jednak, że całość przebiegłem w średnim tempie 5:12, zwalniając dopiero/już po 32 kilometrze.  Wiedziałem jednak, że mogę sobie na to pozwolić, bo z nikim, a najbardziej ze swoim rekordem życiowym, nie ścigałem się. Co więcej, po trzydziestym drugim kilometrze miałem poczucie, że pomimo zmęczenia, będę zadowolony ze swojego wyniku. I zadowolony byłem 🙂 Biegłem więc sobie spokojnie, popijając OSHEE z bidonu i zbliżałem się z każdym krokiem do mety. Zjadłem coś dopiero na błoniach Stadionu Narodowego, kiedy chwyciłem całą garść gorzkiej czekolady i rozkoszowałem się jej smakiem niemal do końca.

Co mi się podobało? Przede wszystkim organizacja. Uważam, że była w pełni profesjonalna i biegacz mógł czuć się w miasteczku biegacza w pełni zaopiekowany. Nie było nigdzie szczególnie długich kolejek, a w szatniach i w depozycie panował miły luz. Przyjechaliśmy do miasteczka na godzinę przed biegiem a zdążyliśmy przebrać się, oddać rzeczy do depozytu i porządnie się rozgrzać. Za serce ujmowało również zaangażowanie najmniejszych wolontariuszy na trasie. Dzieciaki, które uczą się jeszcze w szkole podstawowej, miały w sobie ogrom pozytywnej energii, którą zarażały. Wieki szacunek dla nich i podziękowanie. Uważam, że trasa była „szybka” i to jest jej plus. Gdybym miał ochotę powalczyć o dobry wynik, pewnie bym miał ku temu szansę w Warszawie. Nie było na trasie ani jakichś zauważalnych podbiegów, ani częstych zakrętów, więc można było się rozpędzić. Do plusów OWM muszę też zaliczyć marszobieg, który odbył się w sobotę na warszawskiej Agrykoli. Świetna impreza, a trzy kilometry truchtu przed maratonem bardzo się przydały.

Co mi się nie podobało? Tak sobie myślę, że jak ktoś nastawiał się na zwiedzanie Warszawy, to niestety nie pozwiedzał. Oprócz Starego Miasta, które i tak było tylko liźnięte, reszta trasy to bloki, bloki i korporacje. I trochę pól. Nic szczególnego. Smutne też było to, że Warszawa nie kibicuje. Na trasie tylko w nielicznych miejscach stali kibice i dodawali sił maratończykom. Gdy porównam to kibicowanie z tym, jakiego doświadczyłem chociażby w Budapeszcie, czy na trasach biegów górskich, to Warszawa wypada bardzo blado.

Co mnie zdziwiło? Na samym początku bardzo się dziwiłem uczuciu, które zaczęło mi towarzyszyć, kiedy byłem wyprzedzany przez dziesiątki a może i setki maratończyków na pierwszych kilometrach. To takie dziwne uczucie, że coś tu nie gra, nie pasuje 🙂 Co prawda startowałem ze strefy 3:00-3:30, bo na tyle czułem się w momencie zapisywania na maraton i zakładałem, że będę wyprzedzany, ale… ten mijający mnie tłum, gdy biegłem 5:10, wprawiał mnie w zdumienie 🙂 Co prawda potem wyprzedzałem większość tych „gorących głów”, ale to już inna historia na inny wpis 🙂 Tak sobie myślę, że towarzyszące mi zdumienie było też skutkiem tego, że miałem plan, który realizowałem, zamiast biec niemal na żywioł. W każdym razie to bardzo ciekawe doświadczenie, które pokazało mi również, że warto trzymać nerwy na wodzy, kiedy w nogach jeszcze jest ogrom siły. Warto pamiętać na trzecim kilometrze, że będzie jeszcze kilometr czterdziesty pierwszy 🙂

Podsumowując. Orlen Warsaw Maraton 2017 uważam za dobrą i udaną dla mnie imprezę. Nawet pogoda dopisała, bo temperatura około 5 stopni w momencie startu jest idealna. Biegłem z zamiarem „rozgrzania się” przed sezonem, który tak naprawdę w Warszawie zaczynam i ta rozgrzewka z czasem 3:39:13 dobrze mi prognozuje na przyszłość.

Mój bieg na Polar Flow.

Komentarze

komentarze

Comments are closed.